Nie przyglądam się ludziom natrętnie. Właściwie .. nawet nie mam zbyt wielkiej śmiałości na to by to robić.
Jednakże zdarza mi się zatrzymać na nich swój wzrok na dłużej niż ułamek sekundy, i wtedy .. Prawie zawsze widzę to zmęczenie. Zmęczenie często wymieszane ze smutkiem. Tak jakby usychali pod wpływem jakieś śmiercionośnej zarazy. Ich tętniące jeszcze życiem oblicze niknie pod przybierającą na grubości twardą skorupą.To przypomina zarazę która dotyka wszystkich ... poza dziećmi. Epidemia dewastująca ciała .. i pewnie umysły tysięcy... milionów ludzi. Ja jestem tego naocznym świadkiem. Świadkiem śmierci ogromnych połaci ludzkich.
Usychają drzewa a wraz z nimi ludzie.
Wiem, wiem. Każdy ma swoją historie. Nie wolno generalizować, uogólniać... etc.
Prędzej jednak tego nie dostrzegałem... nie w takim stopniu. Teraz nie daje mi to spokoju.
Czy to przez to iż stałem się dorosły... a może już jestem zarażony? Usycham?
Przyjrzałem się sobie ... stanąłem przed lustrem.
Sam nie wiem...
wydaje mi się że jeszcze nie...
chociaż może tylko dlatego że patrze na siebie już dawno skażonym umysłem...
może po prostu jestem naiwny i oszukuje sam siebie że mnie to nie dotyczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz