Nie muszę myśleć ... i jest mi obecnie z tym o wiele lepiej niż dotychczas.
Zestaw mechanicznie wykonywanych przeze mnie czynnośći które już po tygodniu stały się rutyną...
przyjemnie spokojną rutyną
Wyparły prawie wszystkie wzniosłe zapędy.
To prawda że nie jest to wyjątkowa praca.. nie jest ani ambitna ani rozwijająca. Nie jest nawet dobrze opłacana. Co najdziwniejsze - to najlepsza praca jaką dotychcas miałem. Nie muszę myśleć ...
przynajmniej zbyt wiele... i jest mi z tym obecnie o wiele lepiej niż dotychczas.
Możliwe że to lenistwo, ale nie koniecznie. Czuje zmęczenie mięśni , czuje swoje ciało , czuje brak sił - i to jest taki na oderwanie lek.
Możliwe także że już nigdy nie pójde ze wschodu na zachód... i nie spotkam Ciebie idącą z zachodu na wschód.
Możliwe że nawet stojąc w miejscu nie zauważe już jak przechodzisz obok. Także nie pobiegne za Tobą.
Tak to teraz wygląda.
Także coraz żadziej spoglądam na zawieszony w moim pokoju, zastygły zegar uparcie sprzeciwiający się odmierzaniu czasu. Tak... w sumie jest mi on już prawie obojętny. Wiele rzeczy stało się obojętnymi. Chyba nawet zaczynam wątpić w sens mojego dotychczasowego, absurdalnego odmawiania mu energii do działania. Przecież możliwe że dwunasta już dawno wybiła ... a martwe wskazówki na za pięć i pół dwunasta tak naprawde niczego nie dowodzą.
Mało rzeczy już mnie zachwyca... chociaż czuje się szczęsliwy. Mało spraw wzbudza moj sprzeciw i bunt ... chociaż ciągle mam wrażenie że wszystko powinno mieć zupełnie inny bieg.
Przestaje myśleć... i jest mi obecnie z tym o wiele lepiej niż dotychczas.
