niedziela, 24 stycznia 2010

"nie ma bajek


... , ale może są szczęśliwe zakończenia".

Trudno jednak nie popaść we frustracje po uzmysłowieniu sobie że i tak na końcu zawsze czeka śmierć. Perspektywy na przyszłość zawsze ucina wieczny niebyt którego nie można przeskoczyć.

Śmierć ... coś zupełnie abstrakcyjnego do momentu kiedy nie zaczynają umierać najbliżsi.

Zaczyna się od dziadków, wujków... potem rodzice... rodzeństwo.
Czasem kolejność jest zupełnie inna. Nie istotne. Zawsze boli przeogromnie.

Pierwsza strata wpędza w zasmucenie, druga utwierdza w przekonaniu że nic nie można na to poradzić.
Każda kolejna udowadnia żeby spieszyć się przeżyć własne życie jak najlepiej i pomóc wszystkim najbliższym w ich własnym... zanim nadejdzie koniec.


W takim razie jaki w tym wszystkim jest sens?

"nie ma bajek, ale może są szczęśliwe zakończenia".

Na początku jest Mama. Absolut - wyidealizowana postać zapewniająca bezpieczeństwo.
Tak jest bardzo długo... czasem zbyt długo.
W końcu jednak zaczyna się dorosłe życie. Zaczyna się rozczarowanie.
Kujący serce dysonans między bajką opowiadaną przez mamę a prawdziwym życiem serwowanym przez otoczenie.
To przez tę bajke po ludziach spodziewamy się reakcji zgodnych z wyidealizowaną wyobraźnią, pełną rycerzy ratujących z pełnym poświeceniem uwięzione królewny i dobre wrózki ratujące zastępy Piotrusiów z najgorszych opałów. Spodziewamy się takich rzeczy nawet po sobie a okazuje się to niemożliwe.
Ludzie idealni nie są. Wyidealizowane są pojęcia i definicje w książkach.

Miłość = Piękno
Przyjaźń = Szacunek

Wyliczać można by było takich skojarzeń w nieskończoność. Przekonasz się że każde z tych równań jest fałszywe. A potem minie dużo czasu zanim zrozumiesz że to wcale nie jest koniec świata.

W takim razie o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?

"nie ma bajek, ale może są szczęśliwe zakończenia".

W niebo nie wierzę.
Nie ma takiej nagrody w Puli. Bo i po co ?
Jaki sens się budzić w Raju w którym może nie być kogoś dla nas najważniejszego.
Może go nie być tylko za jeden błąd.. jedno przewinienie.. za bycie człowiekiem
ze wszystkimi zarówno dobrymi jak i złymi tego konsekwencjami.
Nie chce takiego raju bo taki raj nie ma sensu. Taki raj nie będzie nigdy rajem.

W takim razie po co to wszystko?

"nie ma bajek, ale może są szczęśliwe zakończenia".

Być może szczęśliwe zakończenie to takie w którym swoje umieranie spędzisz z co najmniej jedną osobą która Cię kocha. I to właśnie nie istotne czy umierać będziesz w wieku 100 czy 47 lat. Ważne by zamykając oczy nie być osamotnionym. Bo najgorsze w życiu jest właśnie osamotnienie.

Być może szczęśliwe zakończenie to takie kiedy na skraju twojego życia twój tyłek podcierać ci będzie chciała osoba najbliższa - i to tylko z miłości... a nie za pieniądze.

Być może szczęśliwe zakończenia to nieśmiertelność, ale nie w wyidealizowanym raju tylko w umysłach żyjących.