czwartek, 10 września 2009

Łyżki , Bateryjki.. i Nonsens

Przeraża mnie świadomość pracowania po 8-9 godzin dziennie, codziennie od 7-15/16 do 65 roku życia.. nie zniósłbym tego!

Przeraża mnie świadomość życia dla przeżycia... a nie przeżywania życia!

Przeraża mnie wyciąganie aparatu fotograficznego na zatłoczonej ulicy... i uśmiechanie się do zupełnie obcych mi ludzi.

Właściwie wiele rzeczy mnie w życiu przeraża.

Wiele rzeczy chciałbym w swoim życiu zmienić przyglądając się życiu innych, a jednocześnie odepchnąć od siebie ten cały związany z nimi bezsens.

To wprowadza do świata także i mój własny bezsens.



Dziś jednak zrozumiałem że ta łyżka nigdy się sama nie ugnie.

Łyżki w zasadzie nie mają skłonności do uginania się od tak .. dla własnej przyjemności.




To się stało tak zupełnie przypadkiem - kontynuując trwające od kilku miesięcy pogrążanie się w rozpaczy za utraconymi BATERYJKAMI przy jednoczesnym odkrywaniu i zakochiwaniu się w Davidzie.

Odkryłem że tę łyżkę zginać muszę ja .


A do takich cudów wystarczy odnaleźć odpowiednią ilość pewności siebie ..., pewności do życia... no i odrobinę tego n o n s e n s u który pozwoli zapomnieć.., że tak naprawdę łyżki nie mają w naturze się wyginać.



Ciągle sam siebie zadziwiam..(!)

Ciągle zapominam że to w człowieku najwięcej jest połączeń komórek.

Ciągle zapominam że jestem tylko leniwy.

I ciągle ufam iż ta łopatologiczna dydaktyka ma sens gdy wszystko wokół jest bez sensu.


I tak patrze sobie na Davida jak pcha z niesamowicie ogromnym zapałem ten śmieszny wózek aż na samą plaże.

Ja też tak chcę !


Teraz jednak będzie łatwiej .. bo już nauczyłem się, że mogę bez bateryjki zginać wszystkie Ł Y Ż K I ;)

Tak więc od dziś już bać się nie będe ...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz