niedziela, 19 kwietnia 2009

Kompleksy




Nic tak mnie nie załamuje, jak stwierdzenie, że "im więcej środków, tym więcej udziwnień", i że najlepiej wróćmy do orkiestry. To może wróćmy do wiol da gamba, a najlepiej do kitary, lutni i głosu, a może do sistrum? Po cóż udziwniać,

Wrzeszczmy w dżungli i wystukujmy rytm kawałkami drewna?
Czy wtedy będzie prawdziwie ???

Kiedyż wreszcie i kompozytorzy i sami odbiorcy muzyki - zwłaszcza w naszej części Europy! - zrozumieją, że elektronika to tylko medium, środek, porównywalny brzmieniowo z orkiestrą, ale tylko środek. A to jak się z niego skorzysta, czy jaką się wobec niego przyjmie postawą, to już kwestia wyboru twórcy; podobnie jak z orkiestrą. Przecież na elektronikę też można napisać ascetyczny, głęboki i mądry utwór!!!!!!!!! Elektronika to nie konkretna estetyka (bruitystyczna, sonorystyczna, czy jakakolwiek inna), to po prostu wielce złożony i oferujący wiele możliwości środek! Zerwijmy ze stereotypami.

Głosy że najlepiej nie udziwniać, przyczyniają się do tego, że muzyka i wielkie "poważne" uczelnie muzyczne w Europie wschodniej dławią się we własnych, - odchodach. "Bądźmy naturalni, nie podążajmy za zdegenerowanym Zachodem, nie odchodźmy od naszej Jedynej Dobrej i Właściwej Romantycznej Orkiestry Symfonicznej..." Nie dobrze mi się od tego robi.

Kiedyś To Jazz był czymś nienormalnym ... potem rock & roll... a teraz.. elektronika.


Nie nawołuję do fetyszyzacji elektroniki, nie twierdzę, że wszystko, co komputerowoe, to dobre, bo postępowe itp. To już nie lata 50. odkrywania nowego świata i walk awangardy! Przecież każdy środek, każde medium jest relatywne historycznie!!!





W istocie takie głosy najczęsciej są powodowane kompleksami na punkcie zacofania technicznego i gospodarczego oraz na punkcie własnych niekompetencji i braku umiejętności i opanowania tego medium; wreszcie kompleksami na gruncie rzekomej nienaturalnej, spekulatywnej, nieludzkiej awangardy. Ludzie, obudźcie się: już dawno po awangardzie! Dziś trzeba po prostu umieć więcej niż kiedyś, jest więcej środków, by wyrazić siebie, piękno, prawdę, czy cokolwiek tam się chce.

piątek, 17 kwietnia 2009

W Pustyni i Puszczy - epizod I (TEST)



Dzisiejszego dnia wybrałem się z kilkoma moimi współplemieńcami na dziką wyprawę do wielkiej osady.
Cel wyprawy to tradycyjnie zdobywanie strawy, odzienia i ewentualne kosztowanie drobniejszych przyjemności – które jednak zwykle bardziej sycą oko niż żołądek czy inne równie ważne organy ciała.

Cała wyprawa była by prawdopodobnie bardzo podobna jak i nie identyczna do wszystkich innych wypraw z przeszłości. Warto zaznaczyć iż jakakolwiek zmiana polega głównie na różnicach w zawartości bagażnika lub ewentualnie (co jest rzadkością) w treści audycji nadawanych z tubylczych radiostacji.

Ta była jednak inna.

Wszystko przez moją ciekawość która dała o sobie znać już na początku naszej dzikiej wyprawy. Wszystko przez ciekawość i przez fakt tego iż po raz pierwszy moi współplemieńcy a w szczególności współplemieniec z uprawnieniami kierownika pojazdu pozwolił mi usiąść po prawej stronie steru. Nie bezpośrednio za sterem ale to i tak wielki awans gdyż miałem przed sobą nagle cały szybko zmieniający się świat oddzielony tylko cienką warstwą przetopionego piasku.

Wychodziliśmy właśnie z zakrętu który tak śmiesznie przechylał nasz pojazd i który poprzedzony był wyraźną okrągłą tablicą z czerwonym kołem i napisem 70.

W momencie gdy prawie całą długością naszego pojazdu byliśmy na prostej dostrzegłem po prawej stronie drzewo.

Drzewo nie było jednak takie zwyczajne gdyż było przyozdobione świętymi obrazkami i kwiatkowym ustrojstwem. Widok był na tyle intrygujący że bez namysłu zapytałem :

Czego symbolem są te udekorowane drzewa ?

Jedno proste pytanie na które niemal natychmiast otrzymałem z pozoru prostą i wyczerpującą odpowiedź :

„Tu zginął człowiek …”

i po chwili jeszcze bardziej poważnie brzmiący dodatek :

„albo nawet kilkoro, w wyniku wypadku samochodowego oczywiście”.


Po tej odpowiedzi nastąpiła wśród współplemieńców należna chwila milczenia dla podkreślenia powagi udzielonej mi odpowiedzi. Przyznam się że przez taki zabieg faktycznie na jakiś ułamek sekundy poczułem wręcz wstyd za zadane przeze mnie pytanie. Tak jakby to było coś tak oczywistego i jednocześnie tak patetycznego że nie wypadało się nawet nad tym zastanawiać.. a co dopiero pytać.

Jednak jako osobnik wykazujący się udowodnionym eksperymentalnie ilorazem inteligencji pomiędzy 95 a 128 IQ nie potrafiłem spocząć na tak trywialnej odpowiedzi która poza tym była jedną z tych które rodzą kolejne. Nie zdecydowałem się już jednak na kolejne głośno wypowiadane pytania by nie ryzykować powtórzeniem się chwil milczenia które mogły by się przedłużyć na cały okres mojej ( i moich współplemieńców) podróży.

Tak więc nie usatysfakcjonowany powtórzyłem (tym razem w głowie) moje pytanie:

Czego symbolem są te udekorowane drzewa ?

Jeżeli faktycznie zginął na nim .. lub bardziej przez nie człowiek (albo i nawet kilkoro) to zapewne te wszystkie święte obrazki i kwiatkowe ustrojstwa dookoła są takim specyficznym sposobem na wyróżnienie tego właśnie drzewa. Zapewne to zupełnie podobne do tego jak współplemieńcy pięknie wyróżnili narzędzie zbrodni Jezusa przyozdabiając je w samego zamordowanego.
Co prawda zdrowy rozsądek podpowiada mi natychmiast iż bardziej naturalną reakcją było by ścięcie draństwa które stanęło na drodze człowiekowi (albo i nawet kilkorgu) tak samo jak i bardziej oczywiste było by wpisanie narzędzia zbrodni Jezusa do policyjnego archiwum (co zapewne ułatwiło by prace służbą śledczym w dochodzeniu ). Z obyczajami jednak nie będę się kłócił gdyż mogę przez to nie dostąpić nigdy zaszczytu wspólnego polowania.

W tym momencie skończyłbym moje rozmyślania gdyby nie to iż właśnie mijaliśmy ogromną Ciężarówkę z masywnym ładunkiem : ogromnymi belami drzewa.
Ciężarówka zapewne zmierzała do tartaku a moje myśli za nią.

Przecież patrząc na taką Ciężarówkę pojawia się pytanie ? Co jeżeli na jednej z nich znajduje się właśnie to wredne drzewo ( na które jak już mi było wiadomo nadział się człowiek ( albo i nawet kilkoro ))?
Czy święte obrazki i kwiatkowe ustrojstwa które były dookoła zmierzają wraz z tym drzewem wprost do tartaku.

Jeżeli przyjąć założenie takie jak wyżej .. to tak . Szczególnie że pomimo iż nie zdążyłem dostrzec nic na tej wielkiej naczepie za tą ciężarówką.. tzn nic co by było bardziej kolorowe od mchu rosnącego od północnej (), nie mogę z cała pewnością wykluczyć ze faktycznie nic tam poza drzewem nie było.

Tak jak szybko pojawiło się to pytanie po spotkaniu z ciężarówką .. tak samo po raz kolejny włączył się mój zdrowy rozsądek. Przecież to drzewo zamieni się wkrótce w jakiś mebel, krzesło, stół, może kanapę ??

Drzewo które było symbolem podobnym do krzyża Chrystusowego miało by zamienić się w coś tak zwyczajnego i .. nie uduchowionego.
To absolutnie obala moją pierwotną tezę. Przecież tu miało chodzić o naprawdę poważny obrzęd.. sięgający do chrześcijańskiej tradycji! Nie może być.

Pytam więc po raz kolejny (nadal tylko samego siebie używając wewnętrznego głosu).

Czego symbolem są te udekorowane drzewa ?

Może to absolutnie nie chodzi o drzewo. Może te święte obrazki i kwiatowe ustrojstwa to sposób wyróżnienia miejsca w którym ów człowiek (albo i kilkoro ludzi) zakończyło dość nagle i specyficznie swoją podróż samochodem (lub innym pojazdem mechanicznym).


Może to taki piękny plemienny sposób na pokazanie iż to właśnie TO miejsce -żadne inne ! jest dla tego nieszczęśnika/ów (który jest/są domyślnym(i) podmiotem/ami moich rozmyślań) tym specjalnym miejscem w całym wszechświecie w którym nikt inny tylko sam Bóg wyciągnął do niego/nich rękę i porwał jego/ich dusze ku niebiosom.

Przy takim rozumowaniu te wykwintne dekoracje mogły by być symbolem hmm …
chociażby podziękowania za opiekę.. w trasie powrotnej do piachu.

Stojące wówczas tam drzewo to tylko za naturalne rusztowanie dla tych wszystkich świętych obrazków i kwiatkowego ustrojstwa dookoła a tak naprawdę głównym celem jest samo miejsce w którym incydent miał miejsce.


I wydawać by się mogło że odnalazłem odpowiedź, szczególnie że przypominam sobie iż miałem już w dawnej przeszłości okazje widzieć te święte obrazki i kwiatowe ustrojstwa na samym pniu ściętego drzewa. One wcale nie muszą podążać tą wielką ciężarówką w kierunku tartaku i zamieniać się w meble lub płonąć w kominku jakiegoś zamożniejszego współplemieńca.

I tu znowu pojawia się problem!
Mógłbym się wysilić i doszukać się jakiegoś w tym sensu gdyby faktycznie każda z ofiar ginęła dokładnie w tym nieszczęsnym miejscu.

Tylko że co zrobić z tymi których Bóg spotyka w karetce, na zatłoczonej ulicy w połowie drogi do szpitala albo już na samym wybiegu dla pielęgniarek? Czy według tej poplątanej logiki należało by wystroić każdy pojazd spieszący na ratunek?

Jeżeli tak to taka karetka bardzo szybko zamieniła by się w wehikuł przypominający ten który czasem sunie przez małe osady i na który małe dziatki wybiegając z wiejskich zagród reagują okrzykiem.. „Cyrk! Cyrk! Cyrk!” .. ….

„Cyrk!”!

Byłem naprawdę uparty w próbie zrozumienia lokalnych obyczajów (w końcu to moja mała ojczyzna w której integracja z lokalnymi mieszkańcami jest podstawą sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie ).
Snułem moje rozważania naprawdę długo, ale im więcej sobie pytań zadawałem tym bardziej zdezorientowany się czułem.

Chyba dociekliwość i próba myślenia logicznie jest opcją bardzo nielogiczną i skazaną na niepowodzenie w życiu z i w plemieniu.

Już miałem się poddać szczególnie że moja podróż dobiegała końca gdy nagle mnie oświeciło.

Okazuje się że żeby zrozumieć ten obyczaj.. i pojąć czego symbolem są te udekorowane drzewa wystarczyło zadać sobie pytanie co należało by zrobić by fotografia z naszym wizerunkiem znalazła się na jednym z nich.

Takie pytanie jest o wiele prostsze a również prowadzi do prawdy.
Jako osobnik w połowie wykształcony z wyraźnie odciśniętym w umyśle piętnem tajemnej wiedzy łatwo skojarzyłem iż wszystko ma swoje rozwiązanie w tej okrągłej tablicy z czerwonym kołem i napisem 70 na zakręcie który tak zabawnie przechylał nasz pojazd na prawo.

Ten znak to test na inteligencje. Może to dziwne miejsce na przeprowadzanie testów ale któż nadąży za nowoczesnymi metodami naukowymi.
Późno wpadłem na to , ale na usprawiedliwienie mam to iż do zdobycia kierowniczych uprawnień mam przed sobą jeszcze całkiem długą drogę,

Teraz już nie musiałem się zastanawiać i pytać mojego współplemieńca (który na pewno znał odpowiedź od samego początku) czego symbolem są te udekorowane drzewa.

To przecież oczywiste i proste że to nic innego jak wyniki tego nowoczesnego i nudnego testu.

Może te plemienne obyczaje wcale nie są takie nielogiczne?

wtorek, 14 kwietnia 2009

Oda do ...




Mam poważne powody by zazdrościć Mickiewiczowi.
Dobra epoka już dawno przeminęła. Epoka słusznych rewolucji i wzniosłych okrzyków.


Młodość dała mi skrzydła i nad martwym uniosła mnie światem.
Jednak po to tylko bym na własne oczy boleśnie się przekonał,
iż już nie ma nikogo, lub prawie nie ma, z kim tę opleśniałą bryłę nowymi pchnąć mógłbym torami.


W kraju zamętu i nocy tylko bez serc, bez ducha szkieletów widzę ludy.
One tylko w szczęściu swoim widzą wszystkie cele, świat cały
w nieczułe lody skutecznie zamieniając.

I nawet sięgając tam gdzie wzrok nie sięga, łamiąc to czego rozum nie łamie,
nie znajdę tak wielu przyjaciół młodych by jak Mickiewicz
opasać to ziemskie kolisko.
Nikt, lub prawie nikt już nie wierzy, że zielone może przypomnieć lata.


Krocząc drogą stromą i śliską ze słabością uczę się łamać.
Lecz ciągle gorzki smak nektaru żywota czuję, gdyż z innymi go
dzielić nie mogę.

I tak do nieba pójdę…
po laury…

…sam.
(lub prawie sam)