czwartek, 31 grudnia 2009

Początek

Najtrudniejszym jest wrócić się do swoich początków.
Początków tego co sprawiało największą radość...
Początków tego co wywoływało dreszcze...
Początków tego co miało znaczenie...
Początków tego co zmuszało do działania...

niedziela, 27 grudnia 2009

nie płacz...

nie płacz...
Nie ma jej tam
Nie ma jej tam
Nie ma jej tam
Nie ma jej tam
Nie ma jej tam
Nie ma jej tam
Nie ma jej tam
Nie ma jej tam
Nie ma jej tam.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

De kompresja



Zatruty jestem bajką,
tą stworzoną dla Ciebie.
Ty wiesz...

Prorocza wizja Twojego i mojego życia
miałem nadzieje że jednak tak nie będzie.
a może właśnie TAK będzie lepiej ? ...

Ingerencja części Ciebie,
w moich myśli toku.
Nawet się nie domyślasz jakie to dla mnie ważne...

Uczuciami mierząc, nie metrami odległość do Ciebie
Jesteś bardzo blisko.
Czy Ciebie też to inspiruje ? ...


niedziela, 13 grudnia 2009

upadek



jesteś świadkiem mojego upadku
rzeczywistość wchłonęła mnie
tak bardzo mi wstyd, że poddałem się

jesteś świadkiem mojego upadku
wartość swoich marzeń w walucie wyceniam dziś
tak bardzo mi wstyd, że robię to

jesteś świadkiem mojego upadku
zasypiam by nie myśleć a nie po to by nabrać sił
tak bardzo mi wstyd, że odwracam się

jesteś świadkiem mojego upadku
słowem usprawiedliwiam swoje słabości
tak bardzo mi wstyd, że kłamie wciąż

niedziela, 22 listopada 2009

oddech

Ja tracę oddech gdy oddalasz się.
Ty łapiesz oddech gdy oddalam się.

overload

piątek, 23 października 2009

Bezwładność.

"Nie widzisz mnie.
Wiesz co chcę powiedzieć.
Ingerencja części Ciebie,
w moim słowotoku.
Tak instrumentalnie,
bawisz się moim bezwładem.
Tylko gdy odejdziesz,
ja przestanę grać.
Kiepski aktor."

kolega DE.

poniedziałek, 28 września 2009

Music for G.Art Technology




Podkład muzyczny do prezentacji oferty G.Art Technology www.toop.pl



Czy to komercja czy sztuka .. i czy jedno wyklucza drugie?

środa, 23 września 2009

Uzdrowienie.


Wyleczyłem się z najgorszej mojej choroby...

.. nieśmiałości i strachu przed ludźmi.

Tak po prostu...

wtorek, 22 września 2009

Gdybym umarł..




Gdybym umarł..
Ziemia nie zatrzymała by się w swym pędzie ani na moment.
Nawet nie zwolniła by zauważalnie swojego biegu,
by choć na krótką chwile, wsłuchać się w niesłyszalny już mój krzyk.

Gdybym umarł..
Niebo nie szukało by dla mnie miejsca pośród gwiazd.
Nawet nie oświetliło by mojej do zapomnienia drogi,
tak bym innym, mógł zaznaczyć znośniejszy do nieistnienia szlak.

Gdybym umarł..
Słońce nie rozpaliłoby tęsknotą żadnego z żyjących serc.
Nawet nie ogrzało by schłodzonych życiem spojrzeń,
które konsekwentnie zamieniają w lodowy kamień, otaczający mnie świat.

Gdybym umarł..
Nic by się nie stało.

sobota, 19 września 2009

Nie ma mnie tam.




"Nie stój nad mym grobem i nie szlochaj.

Nie ma mnie tam, nie śpię.



Jestem tysiącem podmuchów wiatru..

Jestem diamentowym skrzeniem się śniegu..

Jestem światłem słońca na dojrzałym zbożu..

Jestem delikatnym jesiennym deszczem..



Nie stój nad mym grobem i nie płacz.

Nie ma mnie tam."


De.


środa, 16 września 2009

Dzika Gra.

To w co gramy...
to dzika gra.


Jesteś moim Przyjacielem

- nie przyznam Ci się jak bardzo ważny jesteś, bo przecież jest jeszcze tak wiele
czasu na to by to zrobić.

Jesteś moją Żoną

- nie szepnę Ci na ucho jak bardzo za Tobą tęsknie, bo to powinno być podobno
takie oczywiste.

Jesteś moim Ojcem

- nie powiem Ci że Cię Kocham, bo tak po prostu nie wypada.

Jesteś moją Kochanką

- nie zdradzę Ci moich skrytych fantazji, bo nie jestem nigdy gotowy na to by
usłyszeć Twoje.

Jesteś moim Szefem

- nie wytknę ci wszystkich błędów by uczynić Cię lepszym, bo to przecież jest
niemożliwe.

Jesteś moją Sąsiadką

- nie przyjdę pożyczyć kilka gram soli, bo to za banalny pretekst by przekonać się
że nie jesteś zbyt samotna w swoim własnym życiu.

Jesteś moim Nieznajomym

- nie uśmiechnę się do Ciebie na ulicy, bo tak robią tylko szaleńcy a nikt
szaleńcem być nie chce.


Nie chcę Twojej przyjaźni

- bo ten świat stanie się moim wielkim uzależnieniem.


Nie chce za Tobą tęsknić

- bo w tym świecie nie będę widział niczego poza cierpieniem.

Nie chcę Ciebie kochać

- bo ten świat tylko złamie mi serce.

Nie chce być przy Tobie prawdziwy

- bo w tym świecie będę skazany na życie w samotności.

Nie chce się dla Ciebie poświęcać

- bo na tym świecie nie ma za to żadnej nagrody.

Nie chce być na Ciebie wrażliwy

- bo na tym świecie czeka mnie przez to wielkie rozczarowanie.



To w co gramy...
to dzika gra ...


z dziwnymi zasadami.


Nie uważasz że to głupie???






niedziela, 13 września 2009

Human Error

M: "Jesteś straszna !!!

E: "Nie Sebastian !... ... jestem Człowiekiem.. ."





czwartek, 10 września 2009

Łyżki , Bateryjki.. i Nonsens

Przeraża mnie świadomość pracowania po 8-9 godzin dziennie, codziennie od 7-15/16 do 65 roku życia.. nie zniósłbym tego!

Przeraża mnie świadomość życia dla przeżycia... a nie przeżywania życia!

Przeraża mnie wyciąganie aparatu fotograficznego na zatłoczonej ulicy... i uśmiechanie się do zupełnie obcych mi ludzi.

Właściwie wiele rzeczy mnie w życiu przeraża.

Wiele rzeczy chciałbym w swoim życiu zmienić przyglądając się życiu innych, a jednocześnie odepchnąć od siebie ten cały związany z nimi bezsens.

To wprowadza do świata także i mój własny bezsens.



Dziś jednak zrozumiałem że ta łyżka nigdy się sama nie ugnie.

Łyżki w zasadzie nie mają skłonności do uginania się od tak .. dla własnej przyjemności.




To się stało tak zupełnie przypadkiem - kontynuując trwające od kilku miesięcy pogrążanie się w rozpaczy za utraconymi BATERYJKAMI przy jednoczesnym odkrywaniu i zakochiwaniu się w Davidzie.

Odkryłem że tę łyżkę zginać muszę ja .


A do takich cudów wystarczy odnaleźć odpowiednią ilość pewności siebie ..., pewności do życia... no i odrobinę tego n o n s e n s u który pozwoli zapomnieć.., że tak naprawdę łyżki nie mają w naturze się wyginać.



Ciągle sam siebie zadziwiam..(!)

Ciągle zapominam że to w człowieku najwięcej jest połączeń komórek.

Ciągle zapominam że jestem tylko leniwy.

I ciągle ufam iż ta łopatologiczna dydaktyka ma sens gdy wszystko wokół jest bez sensu.


I tak patrze sobie na Davida jak pcha z niesamowicie ogromnym zapałem ten śmieszny wózek aż na samą plaże.

Ja też tak chcę !


Teraz jednak będzie łatwiej .. bo już nauczyłem się, że mogę bez bateryjki zginać wszystkie Ł Y Ż K I ;)

Tak więc od dziś już bać się nie będe ...


poniedziałek, 7 września 2009

Cel




Nikt nie powiedział że wszechświat nie może być kwadratowy.

Wszyscy zakładają że jest okrągły lub kulisty a może być zupełnie inaczej.

...

Wszystko może być zupełnie inne niż się wydaje.

...

Bez względu jednak na to,

czy jest kulisty, elipsoidalny, czy nawet kwadratowy

zawsze w nim jesteśmy tylko małym punktem rozświetlającym zaledwie najbliższe

otoczenie.


Małym punktem który zawsze próbuje znaleźć bezpieczniejszy i bardziej

uprzywilejowany kąt dla swojej egzystencji.



Cała reszta pozostaje ukryta w ciemności i nigdy nie poznana.



To ile z tego świata należeć będzie do Ciebie zależy od tego jak jasno będziesz

w nim świecił i ile podobnych punktów zmusisz do świecenia.

sobota, 5 września 2009

Granica




Kliknij obrazek aby powiększyć



"Przeszłość? moja frustracja i ból osiągnęły parę miesięcy temu taki
szczyt, że zaczęłam się w końcu znowu uśmiechać, wiem że sobie poradzę i
faktycznie czas jest tym co pozwala nabierać dystansu
...
Czuje się teraz jakbyś pisał za mnie
...
znasz się na kamertonach?
czy one z czasem tracą swoje właściwości?
tracą brzmienie i zdolność do oddawania czystej barwy?"


Czy już wreszcie znasz odpowiedź na TO pytanie ?? .. .


Echo z koncertu charytatywnego "Moja i Twoja nadzieja" w Więcborku.

Artykuł z www.krajna.eu

Artykuł z www.krajna.eu - Po koncercie

















Zawsze jest taka granica za którą dźwięk kamertonu zamienia się w fałsz.
Zawsze jest taka granica za którą rezonansu jest już brak.

wtorek, 1 września 2009

Ja, kiedy usta


"Ja, kiedy usta ku twym ustom chylę,
nie samych zmysłów szukam upojenia,
ja chcę, by myśl ma omdlałą na chwilę,
chcę czuć najwyższą rozkosz - zapomnienia...

Namiętny uścisk zmysły moje studził -
czemu ty patrzysz z twarzą tak wylękłą?
Mnie tylko żal jest, żem się już obudził
i że mi serce przed chwilą nie pękło.

Błogosławiona śmierć, gdy się posiada,
czego się pragnie nad wszystko goręcej,
nim twarz przesytu pojawi się blada,
nim się zażąda i znowu, i więcej..."

K.PRZERWA-TETMAJER

sobota, 29 sierpnia 2009

Punkty odniesienia

Świat jest naszym wyobrażeniem a wszystko w nim kręci się dookoła pewnych
punktów odniesienia.
Każdy ma swoje własne punkty dlatego też tyle światów ile ludzi.

Człowiek to taki kolejny wszechświat.
Rozszerzająca się z czasem przestrzeń pełna satelit i planet krążących
wokół powstających ciągle nowych gwiazd.




Dobro i zło.
Zło jest złe a dobro dobre tak bardzo , jak bardzo daleko znajduje się ono od wybranego przeze mnie punktu odniesienia.
Zupełnie jak planeta która jest tym chłodniejsza im dalej od swej gwiazdy się znajduje.

Poczucie estetyki, piękna.
To także nic innego jak moja zwykła kalkulacja odległości od przyjętego wzorca - świadoma lub nie- to nie istotne.


I tak jest ze wszystkim. Z miłością, tęsknotą, osamotnieniem.

Samonapędzający się mechanizm, zataczających kręgi pojęć, uczuć,odczuć i wartości .
Zaczepione do rozciągliwych i niewidzialnych lin życia, wirują wokół wybranych przeze mnie punktów odniesienia.



To nawet nie istotne jaki kolor ma mój wszechświat.
Dziś może być pełen zieleni a jutro zupełnie czarny.
Wszystko to tylko suma energii krążących w nich satelit i planet wokół stworzonych przeze mnie gwiazd.
Najważniejsze ze mechanizm działa. Jak taki wewnętrzny zegar pełen niewidzialnych sił z widzialną tarczą którą ogląda się patrząc w głąb każdej ze źrenic.


Co jednak się stanie jeżeli wszystkie, lub prawie wszystkie punkty odniesienia znikną??



Co jeżeli nawet jeden punkt odniesienia zniknie?

niedziela, 23 sierpnia 2009

22.08.2009



Krzyczę .. tylko w innym języku.

manray-marionetki

środa, 19 sierpnia 2009

Żart


Ludzka seksualność to ohydny boski żart.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Pomidorowa zupa



Pomidorowa zupa ma długie kły
bo jadowita przeszłość w talerzu odbija mi się.

Podniecający reminiscencji czuje już smak,
ale wiem że do słodyczy magdalenki bardzo daleko mu.

Patrząc na nią ogarnia mnie większy głód,
niestety na zaspokajanie go siły i odwagi mi już brak.

Łyżką jak wiosłem odgarniam z powierzchni zapomnienia tłuszcz,
wyraźnie widzę że nadal w niej pływa utopiony wspólnie nasz szczęśliwy czas.

Pomidorowa zupa ma długie kły,
Jednak pomimo oparzeń i blizn nadal kocham jej kolor, zapach i smak.

sobota, 15 sierpnia 2009

Przedstawienie trwa



Ludzie potrafią kłamać
To wzbudza we mnie wiele zachwytu każdego dnia

Ludzie lubią i chcą być okłamywani
To inspiruje mnie do poszukiwania nowych kłamstw

Ludzie dają się okłamywać
To daje mi wiele nadziei na znośniejszą teraźniejszość



________________________________________


Ludzie dają się okłamywać
Dzięki temu w świecie absolutnego chaosu mam namiastkę kontroli.

Ludzie lubią i chcą być okłamywani
Dzięki temu każdy z nich może żyć w świecie w którym chciałby żyć

Ludzie potrafią kłamać
Dzięki temu mogę tworzyć dla całej reszty zupełnie nowy świat
I wiele światów jest tworzonych specjalnie dla mnie.

Iluzje


Wcale nie jestem mądry.

Wcale nie rozumiem róż.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

echo



Pragnę usłyszeć echo myśli mych
Odbity dźwięk potrafi zburzyć nawet najwyższy mur

Przez najdłuższy most przeprowadzę nim
Wszystkie nieprzezroczyste dusze z niepustych głów - to one dostrzegą właściwy szlak.

Odgłos potajemnie tłuczonego w piwnicy szkła to teraz mój krzyk
Obojętności tak sprzeciwiam się, więc ty także krzycz

Szukam echa by w walce z nią jakąś szanse mieć
Nieskończoność powtórzeń, nieskończenie wzmocni mnie



Odwróć wreszcie swą głowę - kierunek już przecież znasz



















poniedziałek, 20 lipca 2009

być jak Sebastian Sobieski


..który nie boi się samotności- bo samotność to przecież siła.
Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym.

.. odrzucający tradycję, która doprowadziła niemal cały świat do szaleństwa.
Nie będący niczyją kopią - nie kopiujący nawet samego Chrystusa.

..naiwny w stosunku do życia i ludzi - bo tylko dzieci potrafią być prawdziwie naiwne.
Nie patrząc na konsekwencje - uparcie tkwiący w pięknych ideałach dla upiększania nieidealnego świata.

..wolny od skrępowania związanego z ludźmi i strachem.
Nieograniczony wizjami tego co mogłoby się stać, gotowy na wszystko -
bez względu na to co by to miało być




..pokazać jak to jest "być Sebastianem Sobieskim".

sobota, 18 lipca 2009

w teatrze marionetek


.. przymierzam kolejno każdą możliwą maskę.
W żadnej nie jest mi dobrze, ale w każdej z nich mogę się na chwile ukryć.
Patrzę w lustro i nie poznaję siebie - o to właśnie chodziło.
Publiczność śmieje się gdy ja płaczę, płacze gdy ja się śmieje.
Splątany coraz gęstszą siecią sznureczków odgrywam coraz więcej ról
napisanych specjalnie dla mnie.

Przeglądasz się we mnie i nie poznajesz siebie? - o to właśnie chodziło.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Time stood still


"You read my mind, you made me cry
Time stood still
And now I know the reasons why
Time stood still

Maybe you're the next best thing to happen
All the things we might have been"

sobota, 13 czerwca 2009

piątek, 12 czerwca 2009

Pretekst

Muzyka będzie pretekstem...

środa, 10 czerwca 2009

taniec


Cokolwiek robisz.. rób to tańcząc.

>>Taniec w Słońcu<<<

sobota, 6 czerwca 2009

Ziarnka maku




Przegryzając kromkę chleba lub bułkę ozdobioną na brzegach ziarnkami maku czy ktoś z was w ogóle zdąrzył poczuć ich smak ???

Nie ulega wątpliwości iż z jakiegoś powodu ktoś je na tym chlebie czy bułce umieścił.
Nie trzeba być nawet ponad przeciętnie bystrym by zorientować się że nie mają one tylko waloru estetycznego, ale i smakowy.

Małe drobne ziarnka.. tak małe że wydawać by się mogło że prawie nie mające wystarczająco miejsca w sobie na pomieszczenie jakiegokolwiek smaku.

A jednak..

Czy ktoś z was zdąrzył kiedykolwiek poczuć ich smak ???

Wiem jak to wygląda.
Codzienny rytuał wpychania w siebie tego jedzenia z jednoczesnym traktowaniem swojego układu trawiennego jako pokręconą rurę przelotową z wiecznie odsłoniętym wlotem i wiecznie zasłoniętym wylotem.

A ziarnka maku nie dosyć że takie małe, mają naprawdę krótką chwile na zaprezentowanie się od jak najlepszej strony.

Chwilę ..., którą skracamy swoim pośpiechem i ignorancją - na pewno na nich się nie kończącą.

Jeżeli ktoś następnym razem zapyta się Ciebie czy wiesz jak smakują ziarnka maku
zastanów się dobrze by nie skłamać.

środa, 3 czerwca 2009

(03.06.09 18:08:06)

"Nigdy nie tłum żadnej myśli, ani z nią nie walcz, gdyż jeśli będziesz to czynił, nigdy się od niej nie uwolnisz. Walcząc, zapraszasz ją jeszcze bardziej. Tłumiąc, powodujesz, że wróci z podwójną siłą..."

niedziela, 31 maja 2009

Marnotrastwo



„Twój umysł bezustannie wytwarzając coraz więcej słów powoduje, że angażujesz się w kompletnie bezużyteczną aktywność – wiele hałasu o nic.”

Przyznam Ci się.. że faktycznie nie potrafię nawet temu zaprzeczyć.
Czy to Twoja intuicja czy przemyślany ruch by mi to właśnie w tej chwili wytknąć.. tego się nie dowiem, ale dobrze że stało się to teraz a nie za 50 lat.

Może trochę mi żal bo misternie budowana filozofia na życie .. na moje życie, nagle okazuje się bezsensowną stratą czasu.
Na szczęście tylko trochę żal, gdyż przynajmniej dwie kolejne dekady życia nie spędzę już na pewno na składaniu oblepioną wieloznacznymi słowami konstrukcji która i tak z ostatnim moim oddechem straci swój jakikolwiek sens.

Nie będę więc absolutnie nic naprawiał.. nadrabiał straconego na pierdoły czasu bo w końcu i tak ponownie zacząłbym budowanie drapacza chmur, wieży Babel – tylko z innych słów.

Po prostu będę sobie żył … odkrywając rzeczywistość która ciągle była za szybą.


„Intelekt próbuje stworzyć klucze i z powodu tych kluczy marnujesz życie. Gdy znajdziesz klucz... oczywiście wygląda to jak klucz, ale nim nie jest, ponieważ nie może pasować do nieistniejącego zamka... więc gdy odnajdziesz ten pozorny klucz, stanie się on pluszowym misiem i zaczniesz stawać w jego obronie. „

A drzwi były ciągle otwarte…


I na koniec ciekawa historia :

Rzecz dzieje się w średniowiecznym Rzymie. Konserwatywni doradcy papieża przekonali go, że powinien pozbyć się Żydów z miasta. Rozkazano więc Żydom opuścić Rzym. Było to dla nich wielką tragedią, ponieważ dokądkolwiek by się nie udali, wszędzie czekała ich podobnie ciężka sytuacja. Poprosili więc papieża o łaskę, a ten okazał się człowiekiem prawym i zaproponował im zawody, do których Żydzi mieli wytypować jednego ze swoich ludzi. Rywalizacja miała polegać na pantomimicznej debacie z papieżem. Jeśli przedstawiciel Żydów zwycięży, będą mogli pozostać w mieście.
Wieczorem rabini zebrali się w synagodze, aby rozważyć propozycję. Podjęcie papieskiej rękawicy wydawało się jedynym rozsądnym wyjściem, ale nie było żadnych ochotników, ponieważ jak powiedział główny rabin:
– Jest niemożliwe wygrać debatę z papieżem, ponieważ ten będzie jednocześnie zawodnikiem i sędzią. Poza tym, jak mogę podjąć się tej odpowiedzialności, jeśli moja porażka musi przesądzić o naszym wygnaniu?
Nagle zabrał głos dozorca, zamiatający podłogę w synagodze:
– Ja stanę do debaty.
Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Główny rabin rzekł:
– Ty? Zwykły dozorca chce walczyć z papieżem?
– Ktoś musi, a nikt prócz mnie nie jest chętny.
Tak więc, z braku innych ochotników, dozorca został wyznaczony jako reprezentant żydowskiej wspólnoty.
Nadszedł wielki dzień. Na placu Świętego Piotra pojawił się papież, otoczony przez kardynalskie kolegium w pełnym rynsztunku. Wokół zgromadziły się tłumy biskupów i innych kościelnych dostojników. Z przeciwnej strony zbliżał się dozorca w towarzystwie kilku siwobrodych rabinów, odzianych w swoje ponure, czarne szaty. Stanął naprzeciwko papieża i debata się rozpoczęła.
Papież uroczyście uniósł palec i szerokim gestem wskazał na niebo. Dozorca bez wahania, w stanowczy sposób skierował swój palec ku ziemi. Papież wyglądał na zaskoczonego.
Z jeszcze większą powagą papież ponownie uniósł palec i wystawił go prosto przed twarzą dozorcy, a ten, z lekko drwiącym uśmiechem, w stanowczy sposób wystawił trzy palce przed nosem papieża... Wyraz głębokiego zadziwienia pojawił się na papieskim licu.
Papież spod swej szaty wydobył jabłko. Na co dozorca wyjął z kieszeni papierową torebkę, z której wyciągnął kromkę chleba. Widząc to, papież oznajmił gromkim głosem:
– Ten oto przedstawiciel Żydów wygrał debatę! Mogą pozostać w Rzymie!
Żydzi pośpiesznie opuścili plac, tymczasem kościelni dostojnicy byli żądni wyjaśnień i otoczyli papieża, pytając: “Co się stało, Wasza Świątobliwość? Tempo tej wymiany gestów było dla nas zbyt szybkie”.
Papież drżącą dłonią przetarł czoło:
– Ten człowiek to mistrz w sztuce debatowania. Na początku, szerokim gestem uniosłem rękę w kierunku niebios, aby dać do zrozumienia, że Bóg włada wszechświatem. A Żyd bez cienia wahania wskazał za ziemię, wyrażając tym gestem, że jednak szatan posiada władzę nad swoją częścią świata...
...Wtedy pokazałem mu wyciągnięty palec, aby udowodnić, że pomimo wszystko Bóg jest jeden. Chciałem złapać Żyda w sidła jego własnej teologii. A on natychmiast uniósł trzy palce, aby dać do zrozumienia, że Bóg wprawdzie jest jeden, ale manifestuje się w trzech osobach – tym samym dozorca wykazał zrozumienie doktryny o Świętej Trójcy...
...Zaniechałem więc teologii i wyjąłem jabłko, aby wykazać, że ślepi wyznawcy tak zwanej nauki zaprzeczają prawdzie objawionej twierdząc, że ziemia jest kulista jak jabłko. Na to dozorca stanowczo wyciągnął kawałek chleba, aby wykazać, że ziemia, zgodnie z objawieniem, jest płaska jak kromka. Więc przyznałem mu zwycięstwo!
Tymczasem Żydzi doszli do swego obozowiska, otoczyli dozorcę i także domagali się wyjaśnień. Ten zaś powiedział:
– Nic wielkiego. Najpierw papież machał ręką, tak jakby chciał powiedzieć, że musimy się wynieść z Rzymu. Więc pokazałem mu dłonią w dół, że tu pozostaniemy. Potem wyciągnął do mnie palec, tak jakby mówił, że choćbym padł przed nim trupem, to i tak Żydzi muszą się wynieść. Na co ja wyciągnąłem trzy palce, aby w ten sposób powiedzieć, że może mnie zabić trzy razy, a i tak Żydzi pozostaną w Rzymie. Potem zobaczyłem, że papież wyciąga zza pazuchy drugie śniadanie, więc wyciągnąłem swoje.

Na tym polega cała metafizyczna debata. Puste, nic nie znaczące gesty, którym możesz nadać dowolne znaczenie. Puste, nic nie znaczące słowa, którym możesz nadać dowolne znaczenie. Jesteś twórcą tej gry.

na podstawie fragmentu książki "Nirwana"

czwartek, 14 maja 2009

330 m /s



Nawet krzycząc nie sprawię by dowiedziała się szybciej że ją kocham.

środa, 6 maja 2009

Bohater


Przedstawiam Państwu mojego, nowego typu Bohatera...

Moją Siostrę !

niedziela, 19 kwietnia 2009

Kompleksy




Nic tak mnie nie załamuje, jak stwierdzenie, że "im więcej środków, tym więcej udziwnień", i że najlepiej wróćmy do orkiestry. To może wróćmy do wiol da gamba, a najlepiej do kitary, lutni i głosu, a może do sistrum? Po cóż udziwniać,

Wrzeszczmy w dżungli i wystukujmy rytm kawałkami drewna?
Czy wtedy będzie prawdziwie ???

Kiedyż wreszcie i kompozytorzy i sami odbiorcy muzyki - zwłaszcza w naszej części Europy! - zrozumieją, że elektronika to tylko medium, środek, porównywalny brzmieniowo z orkiestrą, ale tylko środek. A to jak się z niego skorzysta, czy jaką się wobec niego przyjmie postawą, to już kwestia wyboru twórcy; podobnie jak z orkiestrą. Przecież na elektronikę też można napisać ascetyczny, głęboki i mądry utwór!!!!!!!!! Elektronika to nie konkretna estetyka (bruitystyczna, sonorystyczna, czy jakakolwiek inna), to po prostu wielce złożony i oferujący wiele możliwości środek! Zerwijmy ze stereotypami.

Głosy że najlepiej nie udziwniać, przyczyniają się do tego, że muzyka i wielkie "poważne" uczelnie muzyczne w Europie wschodniej dławią się we własnych, - odchodach. "Bądźmy naturalni, nie podążajmy za zdegenerowanym Zachodem, nie odchodźmy od naszej Jedynej Dobrej i Właściwej Romantycznej Orkiestry Symfonicznej..." Nie dobrze mi się od tego robi.

Kiedyś To Jazz był czymś nienormalnym ... potem rock & roll... a teraz.. elektronika.


Nie nawołuję do fetyszyzacji elektroniki, nie twierdzę, że wszystko, co komputerowoe, to dobre, bo postępowe itp. To już nie lata 50. odkrywania nowego świata i walk awangardy! Przecież każdy środek, każde medium jest relatywne historycznie!!!





W istocie takie głosy najczęsciej są powodowane kompleksami na punkcie zacofania technicznego i gospodarczego oraz na punkcie własnych niekompetencji i braku umiejętności i opanowania tego medium; wreszcie kompleksami na gruncie rzekomej nienaturalnej, spekulatywnej, nieludzkiej awangardy. Ludzie, obudźcie się: już dawno po awangardzie! Dziś trzeba po prostu umieć więcej niż kiedyś, jest więcej środków, by wyrazić siebie, piękno, prawdę, czy cokolwiek tam się chce.

piątek, 17 kwietnia 2009

W Pustyni i Puszczy - epizod I (TEST)



Dzisiejszego dnia wybrałem się z kilkoma moimi współplemieńcami na dziką wyprawę do wielkiej osady.
Cel wyprawy to tradycyjnie zdobywanie strawy, odzienia i ewentualne kosztowanie drobniejszych przyjemności – które jednak zwykle bardziej sycą oko niż żołądek czy inne równie ważne organy ciała.

Cała wyprawa była by prawdopodobnie bardzo podobna jak i nie identyczna do wszystkich innych wypraw z przeszłości. Warto zaznaczyć iż jakakolwiek zmiana polega głównie na różnicach w zawartości bagażnika lub ewentualnie (co jest rzadkością) w treści audycji nadawanych z tubylczych radiostacji.

Ta była jednak inna.

Wszystko przez moją ciekawość która dała o sobie znać już na początku naszej dzikiej wyprawy. Wszystko przez ciekawość i przez fakt tego iż po raz pierwszy moi współplemieńcy a w szczególności współplemieniec z uprawnieniami kierownika pojazdu pozwolił mi usiąść po prawej stronie steru. Nie bezpośrednio za sterem ale to i tak wielki awans gdyż miałem przed sobą nagle cały szybko zmieniający się świat oddzielony tylko cienką warstwą przetopionego piasku.

Wychodziliśmy właśnie z zakrętu który tak śmiesznie przechylał nasz pojazd i który poprzedzony był wyraźną okrągłą tablicą z czerwonym kołem i napisem 70.

W momencie gdy prawie całą długością naszego pojazdu byliśmy na prostej dostrzegłem po prawej stronie drzewo.

Drzewo nie było jednak takie zwyczajne gdyż było przyozdobione świętymi obrazkami i kwiatkowym ustrojstwem. Widok był na tyle intrygujący że bez namysłu zapytałem :

Czego symbolem są te udekorowane drzewa ?

Jedno proste pytanie na które niemal natychmiast otrzymałem z pozoru prostą i wyczerpującą odpowiedź :

„Tu zginął człowiek …”

i po chwili jeszcze bardziej poważnie brzmiący dodatek :

„albo nawet kilkoro, w wyniku wypadku samochodowego oczywiście”.


Po tej odpowiedzi nastąpiła wśród współplemieńców należna chwila milczenia dla podkreślenia powagi udzielonej mi odpowiedzi. Przyznam się że przez taki zabieg faktycznie na jakiś ułamek sekundy poczułem wręcz wstyd za zadane przeze mnie pytanie. Tak jakby to było coś tak oczywistego i jednocześnie tak patetycznego że nie wypadało się nawet nad tym zastanawiać.. a co dopiero pytać.

Jednak jako osobnik wykazujący się udowodnionym eksperymentalnie ilorazem inteligencji pomiędzy 95 a 128 IQ nie potrafiłem spocząć na tak trywialnej odpowiedzi która poza tym była jedną z tych które rodzą kolejne. Nie zdecydowałem się już jednak na kolejne głośno wypowiadane pytania by nie ryzykować powtórzeniem się chwil milczenia które mogły by się przedłużyć na cały okres mojej ( i moich współplemieńców) podróży.

Tak więc nie usatysfakcjonowany powtórzyłem (tym razem w głowie) moje pytanie:

Czego symbolem są te udekorowane drzewa ?

Jeżeli faktycznie zginął na nim .. lub bardziej przez nie człowiek (albo i nawet kilkoro) to zapewne te wszystkie święte obrazki i kwiatkowe ustrojstwa dookoła są takim specyficznym sposobem na wyróżnienie tego właśnie drzewa. Zapewne to zupełnie podobne do tego jak współplemieńcy pięknie wyróżnili narzędzie zbrodni Jezusa przyozdabiając je w samego zamordowanego.
Co prawda zdrowy rozsądek podpowiada mi natychmiast iż bardziej naturalną reakcją było by ścięcie draństwa które stanęło na drodze człowiekowi (albo i nawet kilkorgu) tak samo jak i bardziej oczywiste było by wpisanie narzędzia zbrodni Jezusa do policyjnego archiwum (co zapewne ułatwiło by prace służbą śledczym w dochodzeniu ). Z obyczajami jednak nie będę się kłócił gdyż mogę przez to nie dostąpić nigdy zaszczytu wspólnego polowania.

W tym momencie skończyłbym moje rozmyślania gdyby nie to iż właśnie mijaliśmy ogromną Ciężarówkę z masywnym ładunkiem : ogromnymi belami drzewa.
Ciężarówka zapewne zmierzała do tartaku a moje myśli za nią.

Przecież patrząc na taką Ciężarówkę pojawia się pytanie ? Co jeżeli na jednej z nich znajduje się właśnie to wredne drzewo ( na które jak już mi było wiadomo nadział się człowiek ( albo i nawet kilkoro ))?
Czy święte obrazki i kwiatkowe ustrojstwa które były dookoła zmierzają wraz z tym drzewem wprost do tartaku.

Jeżeli przyjąć założenie takie jak wyżej .. to tak . Szczególnie że pomimo iż nie zdążyłem dostrzec nic na tej wielkiej naczepie za tą ciężarówką.. tzn nic co by było bardziej kolorowe od mchu rosnącego od północnej (), nie mogę z cała pewnością wykluczyć ze faktycznie nic tam poza drzewem nie było.

Tak jak szybko pojawiło się to pytanie po spotkaniu z ciężarówką .. tak samo po raz kolejny włączył się mój zdrowy rozsądek. Przecież to drzewo zamieni się wkrótce w jakiś mebel, krzesło, stół, może kanapę ??

Drzewo które było symbolem podobnym do krzyża Chrystusowego miało by zamienić się w coś tak zwyczajnego i .. nie uduchowionego.
To absolutnie obala moją pierwotną tezę. Przecież tu miało chodzić o naprawdę poważny obrzęd.. sięgający do chrześcijańskiej tradycji! Nie może być.

Pytam więc po raz kolejny (nadal tylko samego siebie używając wewnętrznego głosu).

Czego symbolem są te udekorowane drzewa ?

Może to absolutnie nie chodzi o drzewo. Może te święte obrazki i kwiatowe ustrojstwa to sposób wyróżnienia miejsca w którym ów człowiek (albo i kilkoro ludzi) zakończyło dość nagle i specyficznie swoją podróż samochodem (lub innym pojazdem mechanicznym).


Może to taki piękny plemienny sposób na pokazanie iż to właśnie TO miejsce -żadne inne ! jest dla tego nieszczęśnika/ów (który jest/są domyślnym(i) podmiotem/ami moich rozmyślań) tym specjalnym miejscem w całym wszechświecie w którym nikt inny tylko sam Bóg wyciągnął do niego/nich rękę i porwał jego/ich dusze ku niebiosom.

Przy takim rozumowaniu te wykwintne dekoracje mogły by być symbolem hmm …
chociażby podziękowania za opiekę.. w trasie powrotnej do piachu.

Stojące wówczas tam drzewo to tylko za naturalne rusztowanie dla tych wszystkich świętych obrazków i kwiatkowego ustrojstwa dookoła a tak naprawdę głównym celem jest samo miejsce w którym incydent miał miejsce.


I wydawać by się mogło że odnalazłem odpowiedź, szczególnie że przypominam sobie iż miałem już w dawnej przeszłości okazje widzieć te święte obrazki i kwiatowe ustrojstwa na samym pniu ściętego drzewa. One wcale nie muszą podążać tą wielką ciężarówką w kierunku tartaku i zamieniać się w meble lub płonąć w kominku jakiegoś zamożniejszego współplemieńca.

I tu znowu pojawia się problem!
Mógłbym się wysilić i doszukać się jakiegoś w tym sensu gdyby faktycznie każda z ofiar ginęła dokładnie w tym nieszczęsnym miejscu.

Tylko że co zrobić z tymi których Bóg spotyka w karetce, na zatłoczonej ulicy w połowie drogi do szpitala albo już na samym wybiegu dla pielęgniarek? Czy według tej poplątanej logiki należało by wystroić każdy pojazd spieszący na ratunek?

Jeżeli tak to taka karetka bardzo szybko zamieniła by się w wehikuł przypominający ten który czasem sunie przez małe osady i na który małe dziatki wybiegając z wiejskich zagród reagują okrzykiem.. „Cyrk! Cyrk! Cyrk!” .. ….

„Cyrk!”!

Byłem naprawdę uparty w próbie zrozumienia lokalnych obyczajów (w końcu to moja mała ojczyzna w której integracja z lokalnymi mieszkańcami jest podstawą sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie ).
Snułem moje rozważania naprawdę długo, ale im więcej sobie pytań zadawałem tym bardziej zdezorientowany się czułem.

Chyba dociekliwość i próba myślenia logicznie jest opcją bardzo nielogiczną i skazaną na niepowodzenie w życiu z i w plemieniu.

Już miałem się poddać szczególnie że moja podróż dobiegała końca gdy nagle mnie oświeciło.

Okazuje się że żeby zrozumieć ten obyczaj.. i pojąć czego symbolem są te udekorowane drzewa wystarczyło zadać sobie pytanie co należało by zrobić by fotografia z naszym wizerunkiem znalazła się na jednym z nich.

Takie pytanie jest o wiele prostsze a również prowadzi do prawdy.
Jako osobnik w połowie wykształcony z wyraźnie odciśniętym w umyśle piętnem tajemnej wiedzy łatwo skojarzyłem iż wszystko ma swoje rozwiązanie w tej okrągłej tablicy z czerwonym kołem i napisem 70 na zakręcie który tak zabawnie przechylał nasz pojazd na prawo.

Ten znak to test na inteligencje. Może to dziwne miejsce na przeprowadzanie testów ale któż nadąży za nowoczesnymi metodami naukowymi.
Późno wpadłem na to , ale na usprawiedliwienie mam to iż do zdobycia kierowniczych uprawnień mam przed sobą jeszcze całkiem długą drogę,

Teraz już nie musiałem się zastanawiać i pytać mojego współplemieńca (który na pewno znał odpowiedź od samego początku) czego symbolem są te udekorowane drzewa.

To przecież oczywiste i proste że to nic innego jak wyniki tego nowoczesnego i nudnego testu.

Może te plemienne obyczaje wcale nie są takie nielogiczne?

wtorek, 14 kwietnia 2009

Oda do ...




Mam poważne powody by zazdrościć Mickiewiczowi.
Dobra epoka już dawno przeminęła. Epoka słusznych rewolucji i wzniosłych okrzyków.


Młodość dała mi skrzydła i nad martwym uniosła mnie światem.
Jednak po to tylko bym na własne oczy boleśnie się przekonał,
iż już nie ma nikogo, lub prawie nie ma, z kim tę opleśniałą bryłę nowymi pchnąć mógłbym torami.


W kraju zamętu i nocy tylko bez serc, bez ducha szkieletów widzę ludy.
One tylko w szczęściu swoim widzą wszystkie cele, świat cały
w nieczułe lody skutecznie zamieniając.

I nawet sięgając tam gdzie wzrok nie sięga, łamiąc to czego rozum nie łamie,
nie znajdę tak wielu przyjaciół młodych by jak Mickiewicz
opasać to ziemskie kolisko.
Nikt, lub prawie nikt już nie wierzy, że zielone może przypomnieć lata.


Krocząc drogą stromą i śliską ze słabością uczę się łamać.
Lecz ciągle gorzki smak nektaru żywota czuję, gdyż z innymi go
dzielić nie mogę.

I tak do nieba pójdę…
po laury…

…sam.
(lub prawie sam)

czwartek, 26 lutego 2009

Amnestia





Od dziś pozwalam wam popełniać błędy.
Pozwalam być nie tylko istotami niedoskonałymi,
ale i także bezmyślnie kroczącymi ku własnej zagładzie
- duchowej i fizycznej.

I nie robi mi już absolutnie żadnej różnicy czy nastąpi to jeszcze poza murem,
czy nawet już w pół drogi wiodącej przez most, ponad nim się rozciągającym.


Od dziś uwalniam was z ciasnych kajdanów moich wyobrażeń i złudzeń.
Puszczam wolno w gąszcz klonujących się indywidualistów,
Jaskrawych ciemności i krzyczących pustką martwych wnętrz
- w taki prawdziwy codzienny świat.

I nie walczę już uparcie o kolejne wspólne i nie-wspólne sekundy
- wyłapywane i zapisywane w przekoloryzowanych ramkach mojej pamięci.
Totalna amnestia, dla tych odległych i tych zupełnie bliskich.


Od dziś wybaczam wam wszystkie mylące mnie spojrzenia i gesty.
Zatrzymuje serce by nie pompowało więcej gęstej od waszych trucizn
i wrzącej od naszych wspólnych kłamstewek i kłamstw krwi
- na zawsze.

I porzucam już mą arytmetykę pięknych dusz.
Kolekcjonerski zapał gaszę wnet, by 5+1 nie dawało nigdy 6.

niedziela, 22 lutego 2009

nagroda ?



bursztynowe pole jest nagrodą ..
za lata przeznaczone na bezefektywne wpatrywanie się w tłum w poszukiwaniu żółtej karteczki.

bursztynowe pole jest nagrodą ..
za godziny spędzone w oczekiwaniu na pojawienie się pięknej satelity.

bursztynowe pole jest nagrodą ..
za minuty utracone na spacerach w zapomnienie.

bursztynowe pole jest nagrodą..
za sekundy wiary w niezwykłość pośród zwykłości.

bursztynowe pole jest nagrodą .. ?

poniedziałek, 19 stycznia 2009

„Gdyby zegary były czasem …”



Gdyby zegary były czasem – zniszczyłbym je wszystkie.
Ten jeden wisząc dumnie na mojej ścianie, natrętnie przypomina o swej obecności .. tak bym wyraźnie słyszał świst upływającego życia - o każdej porze i w każdej przestrzeni.

Wariuje !

Gdyby zegary były czasem – zniszczyłbym je wszystkie.
Od prawej do lewej uporczywie przemiata teraźniejszość, pozostawiając mi tylko niemodyfikowalną przeszłość i idealistyczną przyszłość.
Obecnych chwil nie ma - lub są zbyt krótkie, bym zdążył je wyrwać z pomiędzy sąsiednich podziałek przed wykonaniem wyroku śmierci przez wirujące ostrza.

Wariuje !

Gdyby zegary były czasem – zniszczyłbym je wszystkie.
Nawet przyjemności odmierzam już w jego języku.
5,5 minutowe uniesienia i 3 sekundowe upadki – to wszystko na co w chwili obecnej stać moją umęczoną jego obecnością świadomość.
I wyobraźnia się zagubiła,...
gdzieś pomiędzy.

Wariuje !


Gdyby zegary były czasem – zniszczyłbym je wszystkie.
Skomplikowany mechanizm który mało kto rozumie, ale każdy go słucha.
Bezwzględny dyktatator sterujący światem a nawet moimi satelitami.
I tak znikają mi kolejno tuż za horyzontem, w przerażająco szybkim - przez niego wyznaczanym tempie.

Wariuje !

Gdyby zegary były czasem … ,
ale nie są.


Wariuje !